• Post pierwszy, nieśmiały

    Dalej


  • Post o ojcostwie, czyli mama może odpocząć

    Dalej


  • Post o początku kwietnia

    Dalej


  • Post trochę jak portret własny

    Dalej

24 kwietnia 2017

Post, który odbija się czkawką!


Jest poniedziałek, a my właśnie wróciliśmy z Ustki. Nie wiem gdzie podziała się ta nasza piękna wiosna, ale mogłaby już wrócić. Znów trafiliśmy na pochmurny dzień, a mi marzy się, by wreszcie plaża tonęła w jasnym świetle słonecznym. Czekam na dzień, kiedy rozłożymy koc na piasku, a Domini wreszcie wypróbuje swoje wiadereczko z foremkami. Tymczasem kolejny spacer w ciepłych kurtkach i czapkach za nami. Grzejemy się w domu, bo nieco nas przewiało. Domini już buszuje między swoimi zabawkami, Sław zmyka do pracy, a ja... a ja piszę Wam o tym, jak dzisiejszy poranek prawie skończył się katastrofą.

Zawsze, kiedy w środku tygodnia planujemy poranne wyjście we trójkę (bez różnicy czy to do urzędu, czy też na plażę) - obowiązuje nas limit czasowy. I o ile zazwyczaj wyrabiamy się ze wszystkim idealnie, o tyle czasem coś nam nasze plany krzyżuje. Tym razem była to... czkawka, która postanowiła dać mi w kość, a musicie wiedzieć, że czkania nienawidzę i jest to dla mnie istna katorga, bo jak już mnie złapie, to trwa nawet godzinę, a charakterystyczne "yyyp" słyszalne jest pewnie piętro niżej... Tak, to będzie najbardziej błahy wpis w mojej karierze, ale czy Wy znacie niezawodny sposób na czkawkę?

Więcej z kategorii "Moja codzienność"

21 kwietnia 2017

Post o zachowaniu (nie tylko przy stole)


Miałam zupełnie inny pomysł na tego posta. W mojej głowie tłoczyły się radosne, a nawet nieco sielskie obrazki z ostatnich dni. Tak dużo się działo! Tak pięknie! Dom rodziców to moja oaza spokoju. A w świątecznej odsłonie - jest jeszcze lepszy! Bo gwarny, zatłoczony, z miłością, którą czuć już od progu - a wszystko to przemnożone przez wszystkich, którzy akurat wpadli z odwiedzinami.

Tymczasem zerknęłam do Tekstualnej i trafiłam na jej wpis: KLIK. I odebrało mi mowę. I mój cały dobry nastrój uleciał. W związku z pobytem u rodziców  - odcięta byłam od internetowego świata, a tym samym od bieżących informacji i zdarzeń. Kiedy więc trafiłam na posta u Moniki - musiałam sprawdzić o co chodzi. I powiem Wam, że od bardzo dawna nic mną tak nie wstrząsnęło! Dosłownie... odebrało mi mowę.

14 kwietnia 2017

Paryż Północy!


Ostatnie dni mijały nam jak szalone. Czas pędzi, Domini przeżywa kataklizm ząbkowania, a my wraz z nim. Do tego sporo spraw zwaliło nam się na głowy, a terminy goniły. No i Święta! W tym roku zdecydowanie nie zdążyłam wczuć się w ich klimat, liczę jednak, że wyjazd do rodziców nieco w tej kwestii odmieni, a zając zostawi coś od siebie dla Dominika w ogrodzie ;) Zanim jednak wyjedziemy postanowiłam, że napiszę post o mieście, które szczyci się tym, iż dysponuje największą kolekcją dzieł Witkacego!

Pewnie każdy z Was zna powiedzenie: "Cudze chwalicie, swego nie znacie". Do tej pory pisałam Wam o tym, że wielką frajdę sprawiają mi nasze rodzinne wypady nad morze i że zawsze, kiedy tylko możemy, wsiadamy do naszego autka i mkniemy. Do Ustki. Do Rowów. Do Poddąbia. Do Orzechowa. A kiedy mamy taką możliwość - dalej. Jednak takie wypady, choć zdarzają się nam często - mają charakter odświętny :) Na co dzień posiłkujemy się podglądaniem naszego miasta, które słynie z tego, że mamy tu najbarwniejszego prezydenta na włościach: jedni go uwielbiają, inni nie trawią (a ja jestem gdzieś po środku, bo mi się nieco komercyjny wymiar prezydentury przejadł; ale zdecydowanie doceniam pracę, jaką Robert Biedroń robi). To jednak nie ma być post o zabarwieniu politycznym :) To ma być post, w którym główną rolę gra  S Ł U P S K !

6 kwietnia 2017

Post o początku kwietnia



Na Seaside Stories rządzą historie z naszego życia. Nie da się ukryć. Kiedy zakładałam tego bloga wierzyłam, że uda mi się stworzyć miejsce łączące w sobie funkcje rodzinnego pamiętnika, który zapełni się barwnymi wspomnieniami, urywkami naszej codzienności i kadrami pełnymi dobrych emocji wraz z przestrzenią, w której umieszczać chcę moje przemyślenia na tematy ważne i ważkie. I choć nadal jestem na początku blogowej drogi już teraz wiem, że  T O  miejsce jest  M O I M  miejscem w sieci. Jest mi szalenie miło, kiedy tutaj zaglądacie, zostawiacie kilka słów od siebie :)

Dziś opowiem Wam o tym dlaczego tak bardzo lubię początek kwietnia. Dlaczego początek tej wiosny niesie w sobie pokłady niesamowitej energii i dlaczego wreszcie uśmiecham się na wspomnienie pewnej spawarki, ale... wszystko po kolei.

3 kwietnia 2017

Wyjechaliśmy, ale już powróciliśmy!


Czasem wydaje mi się, że  s p o n t a n i c z n o ś ć  to drugie nazwisko naszej rodziny, choć sprawa z nazwiskami jest u nas zdecydowanie bardziej skomplikowana i z pewnością kiedyś Wam o tym napiszę. Wiele z naszych decyzji wynika z potrzeby chwili lub jest naturalną odpowiedzią na to, co się właśnie wydarzyło. Tak było i tym razem :) Miał być niespełna tygodniowy wyjazd do moich rodziców, a skończyło się na dwutygodniowym urlopie pełnym atrakcji, zarówno dla mnie, jak i dla Dominiego. Oraz dwutygodniowej tęsknocie, jaka niewidzialną nicią połączyła Wielkopolskę z Pomorzem i odwrotnie, bo Sław niestety nie mógł sobie pozwolić na tyle wolnego.

Każda podróż do domu jest dla mnie najlepsza! Każdy dzień spędzony z bliskimi ma w sobie coś niezwykłego. Każdy spacer polną drogą lub środkiem lasu każe mi myśleć o szczęściu, jakie mamy. Domini świetnie się w tym odnajduje! Uwielbia szum i gwar mojego rodzinnego domu, który momentami pęka w szwach, by za kilka chwil opustoszeć i  zezwolić myślom zwolnić bieg. To tutaj psy pozwalają mu się tarmosić, koty wyginają grzbiety przyciągając promienie słoneczne. To tutaj kogut najpierw straszy "kukuryku", by za moment bawić tym swoim okrzykiem. To tutaj płot z zielonych sztachet wygląda jak poukładane kostki domina i niebo pierwszy raz w tym roku rozbłękitniło się prawdziwie wiosennie (a bazie mają już swoje kotki, nad którymi fruwały pierwsze motyle). Wiosna w rozkwicie! Wiosna w przebudzeniu! Ziemia pachnie życiem. Zieleń powoli maluje trawy soczystymi odcieniami, delikatnie pączkuje, bo bez, bo czeremchy, bo krzaki agrestu. Bocianie gniazdo na słupie przy domu pani G. jest już zamieszkałe! Jaskółki właśnie wprowadzają się do swoich kryjówek na stajni. Bratki strzelają kolorami, a krokusy tak niewinnie wychylają swoje główki znad krecich kopców. I słońce... chyba oszalało grzejąc prawie jak latem! Leciwy komplet mebli ogrodowych, który pamięta jeszcze pracę rąk wujaszka, znów służy jako towarzysz rozmów przy kawie. Łyski wychodzą na brzeg burząc spokój dostojnej ratlerki, która natychmiast rzuca się w pościg. I mrówki, mrówki znów kolumnami szkicują na drodze przed domem sobie tylko znane wzory.