• Post pierwszy, nieśmiały

    Dalej


  • Odrobina miłości...

    Dalej


  • Post wtorkowo-niedzielny

    Dalej


  • Co z tą Łebą?!

    Dalej

17 lutego 2018

Kiedy się człowiek przeprowadza


Świat bywa absurdalny. Znikam na dwa tygodnie i okazuje się, że z jednej rzeczywistości wpadam do drugiej, niczym słynna Alicja. Z tym, że ja nie potrzebuję ani królika w odzieniu, ani króliczej nory. Wystarczy mi mała wyprowadzka. Taka wiecie, tyci, tyci.

Przedziwnym jest żegnać nasze pierwsze wspólne mieszkanie. Przedziwnie zdać sobie sprawę, ile się w tych czterech ścianach zmieściło szczęścia, śmiechu i ludzi! Ile było momentów trudniejszych, gdy kompas na moment przestawał wskazywać drogę. Narzeczeństwo, okres przedślubny i tuż poślubny. Ciąża i moment przeniesienia Dominika przez próg naszego małego mieszkanka na IV piętrze. Pierwsze kroki, pierwsze słowa, niezliczona ilość zabaw i zachwytów. A do tego pęczniejąca nadmiarem nowych, ale jakże boskich kubków, półka kuchenna. Niezliczona ilość bukietów! Poranki szare i te oświetlone pierwszym, ciepłym, wstającym dopiero słońcem. Mewy za oknem. Gołębie na barierce. Dzięcioły po sąsiedzku. Codzienne detale, bez których nie mogłabym się obejść, bez których całość nas - byłaby jak makaron ugotowany bez soli - bez smaku.

Więcej z kategorii "Moja codzienność"

5 lutego 2018

Rok na morzu


Wieczorową porą, gdy dzieci już śpią, a domowe obowiązki schodzą na dalszy plan, przystaję nieruchomo przed oknem. Szklana kula bez kopuły prószy płatkami śniegu - to taki mały skrawek rzeczywistości, który łatwo mogłabym włożyć między stronice baśni i bajek. Ogień w kaflowym piecu strzela efektowniej od fajerwerków na sylwestra. A ja zwyczajnie lubię te wszystkie dawne zaszłości. Te wzory na kaflach, to prawdziwe ciepło i te żywe ogniki ognia, na które można zerkać przez uchylone drzwiczki.

Seaside Stories kołysze się łagodnie na spokojnych wodach mojego chcenia. Słowa zdają się prowadzić do celu, choć wciąż nie jestem pewna, czym jest ten cel, gdzie jest miejsce docelowe? Zakładając bloga miałam jasną wizję, w jakim kierunku mój blogowy statek będzie płynął. Dziś, równo po roku od opublikowania pierwszego posta, mogę napisać Wam tylko jedno: czasy się zmieniają, ale... miłość do pisania wpisana jest we mnie równo mocno, jak miłość do morza.

2 lutego 2018

Od słowa do słowa


To było tylko kilka smutnych historii. W jednej z nich ktoś odchodził, w innej ginął. W jednej palił się dom i czyjś życiowy dobytek, w drugiej czyjeś serce rozpadało się na drobne drobiażdżki, drobniejsze nawet od okruchów chleba. W kolejnej ktoś tracił wszystko, przez głupotę, ale jednak wszystko. W następnej otwierały się rany rodzinnych blizn zabliźnionych. W innych zabrakło ciepła, w następnych było zbyt mroczno, zbyt ciemno. A wszystko to było NIESZCZĘŚCIEM!

Złamana ręka nie chciała się zrastać. Dziecko miało problemy w szkole. Ktoś wpadł w alkoholizm, by ktoś inny sięgnął po narkotyki. Kogoś napadnięto. Palacz wrócił do nałogu. Ktoś kogoś okradł. Serce nie chciało zapomnieć urazy. Samotność doprowadzała do obłędu. Depresja wybielała sufit nad czyimś łóżkiem.

31 stycznia 2018

Melancholia zimowa


Znam taką tęsknotę, której utulić się nie da. Tęsknotę, która wybija się ponad wszystko. I kawa ma jej smak. I oczy Dominika wypisane są jej barwą. Pohukiwanie jeszcze zimowego wiatru za oknem dźwięczy mi w uszach tą tęsknotą. I rwą się moje myśli. I ciągną mnie niewidzialne powrozy.

I nie milknie we mnie, choć tysiąc mam innych spraw na głowie. I nie chcę, by umilkła, prawdziwszą się czując w jej obliczu. I jestem nią, całą sobą! 

27 stycznia 2018

Suplementacja witaminy D


Wszyscy doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że Polska to nie upalne tropiki, a podglądanie Basi na Karaibach jednak słonka nam magicznie od niej nie przeniesie :) (A szkoda! Bardzo szkoda!)... Co więc nam zostaje, gdy za mało złota między chmurami? Gdy śnieg na zmianę z deszczem wychładzają nasze rozpędzone ciała, które akurat TEGO DNIA nie zostały zabezpieczone czapą, kożuchem i rozlazłymi emu? Gdy szaro, buro i ponuro płyną minuty i godziny od rana do nocy, a dzień właściwie nie ma swojego zwyczajnego rytmu, bo to słońce, takie nieobecne, wcale się nie pokazuje na trasie: wschód-zachód? I jest ciemno. Tak zwyczajnie ciemno, choć niby jasno.

To ja Wam powiem co nam zostaje, powtarzając za doktorami różnych specjalności, za paniami w telewizji i panami też. A nawet za księdzem z naszej parafii. I sąsiadką dziadków. Za panią aptekarką z apteki przy słupskim ratuszu. I za moją mamą. I za przyjaciółką, też dzieciatą. I za mężem moim, który od rana wiecznie przypominał: otóż, moi drodzy, należy rozpocząć trwającą (najlepiej przez okres całego naszego ziemskiego życia) suplementację wit. D! Bo jak wiadomo, to ona ma ogromny wpływ na budowę kości, na naszą odporność i siły witalne, kryjące się za idealnie (nie)wyrzeźbionymi kaloryferami ;) No i oczywiście, pośrednio, wpływa na kondycję ludzkiego serca, więc wiecie, obok magnezu (który notabene zapobiega wściekliźnie człowieczego samopoczucia) należy się zaopatrzyć w wit. D obowiązkowo! Może być w kropelkach, może i w tabletkach. Choć ja sama preferuję zdecydowanie bardziej krystaliczną jej formę!