• Post pierwszy, nieśmiały

    Dalej


  • Kiedy się człowiek przeprowadza

    Dalej


  • Suplementacja witaminy D

    Dalej


  • Tu i teraz

    Dalej

10 sierpnia 2018

Najmilsze, nieoczywiste!


Układam dziś zdania niespiesznie. Myśli szereguję odcieniami szarości. Jestem tutaj. Wolna. Spełniona i niespełniona. Z przykurzonym blogiem, przygaszonym przywiązaniem.

Wczoraj Ktoś Bardzo Ważny napisał do mnie dwie wiadomości: kurtuazyjną, powitalną. I drugą - dzięki której czuję dziś, że jestem. Od dawien dawna można mnie słowami uwodzić, budować, wznosić, kochać, ale i łamać, ranić i ganić. Jestem tą słowolubną, słowoczułą. Tą, dla której każde słowo ma znaczenie, ma swoje miejsce, swoje wnętrze szkatułkowe.
Wczoraj Ktoś Bardzo Ważny sprawił, że kilka słów, a może nawet tylko jedno, każe mi się uśmiechać, każe mi iść do przodu. Dziękuję!
W Idealnej Chwili, w miejscu nieidealnym, w czasie nieidealnym, z dala od tego, co idealne - moje myśli się rozjaśniły, bo tak rzadko ktoś trafia Wgłąb Mojej Duszy. Bo czasem nawet nie widząc się od liceum - wspomnienia i serdeczność dalej wiodą od codziennej relacji na komunikatorach.

Więcej z kategorii "Moja codzienność"

30 czerwca 2018

Tu i teraz


Ja tak cholernie, niepoprawnie, romantycznie lubię być!

Lubię oddychać głęboko, gdy wokół zapach skoszonej trawy drażni nozdrza tą nutą, na którą czeka się zimą. Lubię wpatrywać się w zieleń liści, która za moment zżółknie, zezłoci się. Lubię spędzać dnie, gdy niebo jest chmurne i ciężkie, a ptaki niespokojne szaleją na linii dachów.

I lubię ciszę wieczorów, gdy znów nieśmiało zasiadam do komputera... Bo choć od wczoraj, od tygodnia, od miesiąca nie zmieniło się tak właściwie nic - we mnie zakiełkowała tęsknota, którą koniuszki palców wypisują pospiesznie, może niezgrabnie. Tęsknota obrazów, myśli, chwil - przemienionych w słowa...

17 lutego 2018

Kiedy się człowiek przeprowadza


Świat bywa absurdalny. Znikam na dwa tygodnie i okazuje się, że z jednej rzeczywistości wpadam do drugiej, niczym słynna Alicja. Z tym, że ja nie potrzebuję ani królika w odzieniu, ani króliczej nory. Wystarczy mi mała wyprowadzka. Taka wiecie, tyci, tyci.

Przedziwnym jest żegnać nasze pierwsze wspólne mieszkanie. Przedziwnie zdać sobie sprawę, ile się w tych czterech ścianach zmieściło szczęścia, śmiechu i ludzi! Ile było momentów trudniejszych, gdy kompas na moment przestawał wskazywać drogę. Narzeczeństwo, okres przedślubny i tuż poślubny. Ciąża i moment przeniesienia Dominika przez próg naszego małego mieszkanka na IV piętrze. Pierwsze kroki, pierwsze słowa, niezliczona ilość zabaw i zachwytów. A do tego pęczniejąca nadmiarem nowych, ale jakże boskich kubków, półka kuchenna. Niezliczona ilość bukietów! Poranki szare i te oświetlone pierwszym, ciepłym, wstającym dopiero słońcem. Mewy za oknem. Gołębie na barierce. Dzięcioły po sąsiedzku. Codzienne detale, bez których nie mogłabym się obejść, bez których całość nas - byłaby jak makaron ugotowany bez soli - bez smaku.

5 lutego 2018

Rok na morzu


Wieczorową porą, gdy dzieci już śpią, a domowe obowiązki schodzą na dalszy plan, przystaję nieruchomo przed oknem. Szklana kula bez kopuły prószy płatkami śniegu - to taki mały skrawek rzeczywistości, który łatwo mogłabym włożyć między stronice baśni i bajek. Ogień w kaflowym piecu strzela efektowniej od fajerwerków na sylwestra. A ja zwyczajnie lubię te wszystkie dawne zaszłości. Te wzory na kaflach, to prawdziwe ciepło i te żywe ogniki ognia, na które można zerkać przez uchylone drzwiczki.

Seaside Stories kołysze się łagodnie na spokojnych wodach mojego chcenia. Słowa zdają się prowadzić do celu, choć wciąż nie jestem pewna, czym jest ten cel, gdzie jest miejsce docelowe? Zakładając bloga miałam jasną wizję, w jakim kierunku mój blogowy statek będzie płynął. Dziś, równo po roku od opublikowania pierwszego posta, mogę napisać Wam tylko jedno: czasy się zmieniają, ale... miłość do pisania wpisana jest we mnie równo mocno, jak miłość do morza.

2 lutego 2018

Od słowa do słowa


To było tylko kilka smutnych historii. W jednej z nich ktoś odchodził, w innej ginął. W jednej palił się dom i czyjś życiowy dobytek, w drugiej czyjeś serce rozpadało się na drobne drobiażdżki, drobniejsze nawet od okruchów chleba. W kolejnej ktoś tracił wszystko, przez głupotę, ale jednak wszystko. W następnej otwierały się rany rodzinnych blizn zabliźnionych. W innych zabrakło ciepła, w następnych było zbyt mroczno, zbyt ciemno. A wszystko to było NIESZCZĘŚCIEM!

Złamana ręka nie chciała się zrastać. Dziecko miało problemy w szkole. Ktoś wpadł w alkoholizm, by ktoś inny sięgnął po narkotyki. Kogoś napadnięto. Palacz wrócił do nałogu. Ktoś kogoś okradł. Serce nie chciało zapomnieć urazy. Samotność doprowadzała do obłędu. Depresja wybielała sufit nad czyimś łóżkiem.